niedziela, 20 marca 2011

"De Usuahia a la Quiaca"

Coś z jednej z moich ulubionych filmowych ścieżek muzycznych.

Kadr z "Dzienników motocyklowych"
Gustavo Santaolalla (Santaojala) to argentyński kompozytor, któremu zawdzięczamy muzykę do takich filmów, jak: "21 gramów", "Tajemnica Brokeback Mountain", "Babel", "Dzienniki motocyklowe". Jego styl jest łatwo rozpoznawalny i kanapkowo zapamiętywalny. To minimalizm. Podstawowym instrumentem w kompozycjach Santaolalli jest gitara. Drugą charakterystyczną rzeczą jest... cisza.

Utwór z tytułu wpisu pochodzi ze ścieżki "Dzienników motocyklowych" i pojawia się pod sam koniec filmu. W tłumaczeniu jest to: "Od Usuahia do Quiaca", co nawiązuje do albumu sprzed ponad dwudziestu lat, będącego refleksją z podróży pewnego muzyka z południa na północ Argentyny. Usuahia to nazwa miejscowości na południowym krańcu tego kraju, czyli na Ziemi Ognistej. Jak łatwo się domyślić La Quiaca to miejscowość położona w równie malowniczej scenerii, tyle że na północy.

Co ciekawe, bohaterowie filmu Waltera Sallesa "Dzienniki motocyklowe": młody, jeszcze nieszkodliwy Ernesto Guevara i jego przyjaciel Alberto Granado nigdy nie przemierzyli trasy pomiędzy tymi dwoma miastami. Całkiem nieźle zapoznali się jednak z Ameryką Południową i problemami jej mieszkańców.

Lektura "Dzienników" Guevary i obrazu Sallesa pomaga uświadomić sobie, jakie pułapki czyhają na młodych idealistów, chcących przejść od słów do czynów. Wielu ludziom późniejsza działalność "Che" przyniosła nie dobro i nadzieję, ale zło i cierpienie.

niedziela, 27 lutego 2011

Pomalizm

Powinien przypominać "Podlasizm". W tamtym przypadku chodziło o doktrynę wspierania rozwoju Podlasia. W tym przypadku chodzi o filozofię. Czym jest filozofia pomalizmu? Kanapkową odpowiedzią na zalew skomplikowanych "-izmów".

Dodaję swój "-izm" i na usprawiedliwienie mam tylko to, że jest prosty.

I Zasada Pomalizmu: pomału, ale do przodu.
II Zasada Pomalizmu: tylko spokój może nas uratować.
III Zasada Pomalizmu: cierpliwy i wytrwały dojdzie do celu.

Jak widać, filozofia ta znajduje się we wstępnej fazie rozwoju. Cały czas ją dopracowuję i jak tylko poznam kolejne szczegóły, to się nimi podzielę. Największy kłopot mam z ciszą. Gdzie ją upchnąć? Obok spokoju?
I ten żółw z zającem... pamiętacie historyjkę o wyścigu? Zając był pewny swego, więc nie potraktował wyścigu z żółwiem poważnie. Większość czasu spędzał na odpoczynku i zabawie. Wynik był taki, że żółw wygrał wyścig.

Filozofia powinna być poważna, ale jak nie żółw z zającem, to może osiołek by się w pomalizmie zmieścił?

piątek, 14 stycznia 2011

Jack in the green

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam tę piosenkę Jethro Tull, pomyślałam o Tomie Bombadilu (lekka dawka szaleństwa, duża dawka zieloności). Tom był starszy od Saurona i bardziej wytrzymały na stres niż elfy (pozostał w swej krainie, gdy one odpłynęły). Mogła go wykończyć tylko rewolucja przemysłowa, której echa odnajdziemy zresztą we "Władcy Pierścieni".

Te zielone fragmenty Tolkiena są cudowne. Dbanie o porządek i tradycję, ale jednocześnie dopuszczanie pewnych zmian. Co prawda wizja ceglanych fabryk i krainy Hobbitów zasnutej dymami z wysokich kominów była nieprzyjemna, ale nie przesadzajmy - jeszcze długo po wyprawie Drużyny Pierścienia Shire był zielony.
Proces, który nazywamy rewolucją przemysłową rozpoczął się właśnie w zielonej, sielskiej i anielskiej - a przynajmniej tak sobie wyobrażamy tę krainę sprzed ery przemysłowej - Anglii. Kraj ogołocono z lasów (polecam film "Zielona Dolina", składającego hołd krajowi przodków, kojarzonego z westernami, twardego Johna Forda), zmieniły się stosunki społeczne i rzeczywiście - nastąpiła rewolucja. Nie było jednak aż tak źle, jak sobie potrafią wyobrazić pesymiści, tacy jak na przykład ja. Jethro Tull w tekście o krzaczasto-ludycznej postaci Jacka mówi nam, że jest dla niego nadzieja.


Sam Jack in the Green również jest ciekawym przypadkiem. W Polsce istnieje tradycja, by przy okazji jednego ze świąt kościelnych stawiać zielone, młode drzewka albo ich gałązki przy wejściu do domu. W Anglii kojarzyło się przystrojone krzaczki z kominiarzami. Nie za bardzo można to już sprawdzić, ale zdaje się, że chodziło o "wyścigi" różnych cechów rzemieślniczych. Jeśli będziecie mieli okazję, to przyjrzyjcie się w odpowiednim muzeum albo na stronach internetowych z archiwalnymi zdjęciami paradom cechów z początku XX wieku: robią wrażenie nie tylko rozmachem, ale i pomysłowością uczestników. Współcześnie Jack in the Green to osoba przebrana za zielony krzak lub po prostu ubrana w fikuśny, zielony strój, biegająca po ulicach miast i miasteczek Brytanii w czasie majowego święta.

Swoją drogą, to poluję na studium bajki Władimira Proppa. Ten badacz literatury i - szerzej - kultury, analizował i kompletował opowieści z różnych stron świata. Wyszło na to, ze jak świat długi i szeroki w ludowych przekazach istnieje wiele przewijających się, wspólnych motywów. Pomimo różnic kulturowych dzielimy część czegoś, co można nazwać bajkowym dziedzictwem.