środa, 29 września 2010

Ennistymon


Ennistymon
The town looks like hundreds of others. When you are traveling through Ireland you can see many places like this one. Each of them has a fast food (e.g. Franco's, Enzo's), a chinese take away, a small cheap restaurant, many pubs (in Ennistymon once were more than 50 pubs for 2 thousand people; now the number is around 10), a church, a Garda Station, a fire station, a doctor's place, vet's, groceries, chemist's, barber, clothes shop, bookmakers, supermarket (e.g. Supervalu, Dunnes Stores, Tesco), sometimes a library and a bookshop. Everyone on the street smile at you, often asks "How are you?". Everyone in the shop is nice and helpful. Nobody disturbs you, almost everyone ask offers help. In bigger places, like Limerick, Galway, Cork, Belfast or Dublin situation might be different, but in fact, just a little. I started to think about this similarities and just a few dissimilarities between West and East, North and South, different parts of Ireland. For me they are almost the same, but it's obvious, that everyone from Clare knows when he or she is journeying through any other county, for them there is a difference between Leinster and Connacht. It is all the same for me, I am not from this island.

This, rather obvious observation, made me think about Poland. For example: you fell asleep in a bus in Białystok and how do you know, that this village, which you passed few hours later is in Śląsk, Kaszuby, Zachodniopomorskie or Małopolska? We have mountains in the South and sea in the North, many lakes in north-west, a big old forests in the east, a large sparsely populated land in the south-east. There are coalmines in Śląsk, a big farmers' land in the west, but seriously: when you are traveling through small places, like Mszana Dolna, Poddębice, Lesko, Wągrowiec or Orneta - how do you know, where are you? You don't have any bloody idea.

Mszana Dolna
Everything should be on the map - if you have got one. You should remember main orientation points from geografic lessons in the primary school. And you may ask other passengers, because everyone is from different place and might know something. And you have signs on the bus and train stations. Let's create a thought experiment. Imagine, that someone removed all the signs. Mszana Dolna, Poddębice, Lesko, Wągrowiec and Orneta are similar. You have a small town center, a fast-food, groceries, clothes shop, a library, a fire station, a municipal office, medical office, sometimes a vet and a police station. And that's all. But I'm pretty sure, that somehow we know. We put together everything, what I enumarated and we use this in our mind to find out where are we now.


Then, how do you know, that you are not in Poland? Oh, that is very simple: because of roads. If there are no big holes, you are not in Poland. I travelled through just a few countries, and almost each time I knew where I was. Because of films, books, tales of my friends. But sometimes I am wondering, how it is, and how to distinguish Holland from Belgium through the bus window. Is this possible? People are different, countries just so. Is south part of Poland more similar to Slovakia or to Kaszuby? What defines land? GPS and orientation points?
Anyway, it is possible to find differences and to make out one part of Poland from the other, one town from the other. It's difficult, but possible. But the most important thing is this one: don't fall asleep in the bus, when you are traveling somewhere for the first time. Just in case.

Agriculture

This time I spent almost all my free days in a small market town at western coast, near Liscannor Bay. It was marvelous, even in this hard time of economic crisis. "Irish people are proud and I believe in their's achievements, in their's strength" - this were the words of president Mary McAleese that opened a big event in Athy (Kildare county) this September. There was a big fair of agriculture, a farmers holiday. Everyone enjoyed it. There were cows, bulls, sheeps, a milk machinery, even clothing shops and hairstylists, who advised people how to look great, not only in the field.


This year was not a happiest one indeed. More than 30 thousand people left the island that month. Emigration is something natural for Irish people, but after economic boom they believed it was the end of such fate for Ireland. Now they know, that there is not enough job opportunities for young people. And they are preparing young people for agriculture schools. It might be the end of Celtic Tiger but it is not the end of Irish Dream. They could be again a strong, proud nation of hardworking people. And they will. With their president, who doesn't have much power to decide, but gives people hope, makes them believe. In different way than president Obama in the US. She is quiet and not much of a showmen. In spite of this, she is great. She is a good woman in right place at a right time. A hard time.

Mary McAleese

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Czas

Świat szybko się zmienia. Zwykłam nawet powtarzać, że za szybko.

Czas to interesująca kategoria - coś w sam raz dla stereotypowego filozofa, który poświęca całe życie w przepastnej bibliotece po to, by chociaż spróbować zgłębić tę wielką tajemnicę. Filozofem jeszcze nie jestem. Fizykiem też niestety nie.

Istnieje, czy nie istnieje ten czas? Można go "oszukać"? Jak go liczyć? Czy skończy się, kiedy zatrzyma się ostatni zegar, czy też wtedy, kiedy umrze ostatni człowiek zdolny odczuć i zmierzyć jego upływ? Wyjaśnienie tych kwestii zostawiam innym, których prace mam nadzieję kiedyś przeczytać. Zdaję sobie tylko sprawę z paradoksów związanych z kategorią czasu. Wiem, że świat zmienia się szybko, ale tylko w jakiejś skali. Weźmy skalę życia człowieka. Dzisiaj przypomniałam sobie, że jeszcze 10 lat temu nie potrafiłam założyć skrzynki e-mail, 5 lat temu nie widziałam nic dziwnego w tym, że krzyże wiszą w szkołach i urzędach, a rok temu myślałam, że jeszcze tylko dwa lata i napiszę doktorat (oczywiście dzisiaj nadal daję sobie dwa lata). Inaczej: mniej niż 10 lat temu czytałam w gazetach o wojskach NATO, które - poszukując terrorystów odpowiedzialnych za zamachy w Nowym Jorku i Waszyngtonie - weszły do Afganistanu; 5 lat temu zrealizowałam marzenie i pojechałam do Irlandii, gdzie po ostatecznym zawieszeniu broni przez IRA nareszcie zapanował pokój; rok temu za pośrednictwem Internetu oglądałam zaprzysiężenie pierwszego nie-białego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Możnaby teraz napisać, że w swej istocie czas jest raczej powolny. Jednak czym jest jego istota i w jaki sposób czas może być szybki czy wolny, skoro płynie w tym samym tempie?

Świat zmienia się zaskakująco wolno. Wojna jest obecna w najnowszej historii Afganistanu już od kilkudziesięciu lat. Dzisiejsi mieszkańcy tego kraju raczej nie znają nie-wojennej rzeczywistości. W Irlandii i w Wielkiej Brytanii jeszcze do końca lat 90. wybuchały bomby podkładane przez IRA w złudnej nadziei, że pomoże to zrealizować marzenie wielu ludzi o zjednoczeniu wyspy. W USA polityka tzw. "affirmative action" przynosi więcej szkód niż pożytku, ale i tak powinno się być świadomym, że batalia o zrównanie praw politycznych wszystkich obywateli pierwszej nowożytnej demokracji toczyła się od początku jej powstania aż do końca lat 60. XX wieku.

Kadr z filmu "Prosta historia"

W "Prostej historii" Davida Lyncha główny bohater (dziadek, który po wielu latach życia w gniewie jedzie odwiedzić i przeprosić swego chorego brata mieszkającego jakieś trzy-cztery stany dalej) spotyka w barze weterana wojennego. Panowie wymieniają się zawstydzającymi historiami ze swoich szlaków bojowych (zabicie przez pomyłkę towarzysza broni, strzelanie do nieuzbrojonych ludzi). Dziadkowie tak sobie siedzą, smutnieją, gasną. Za ich życia wydarzyło się niemało: pierwszy film dźwiękowy, Wielki Kryzys, wojna światowa, wynalezienie długopisu, boom gospodarczy i dobrobyt lat 50., popularyzacja telewizji, otarcie się świata o nuklearną zagładę, zrównanie w prawach wyborczych Afroamerykanów, festiwal w Woodstock, spacer człowieka po Księżycu, narodziny Internetu, zbudowanie robota, upadek bloku wschodniego i wiele, wiele innych, fascynujących rzeczy. Ale oni większość życia spędzili w swych małych miasteczkach na Środkowym Zachodzie USA. Z perspektywy czasu to wszystko, co wydarzyło się na świecie i w czym nawet brali udział, jest rozmywającym się tłem. Jakie znaczenie ma bowiem to, że samoloty latają z prędkością ponaddźwiękową, skoro starszy pan ma już tak słaby wzrok i jest tak biedny, że jedyny środek transportu, z jakiego może skorzystać, to kosiarka do trawy? Czym jest Internet dla kogoś, kto nie ma dostępu do komputera? Po co rozwój medycyny komuś, kto nie ma pieniędzy na ubezpieczenie medyczne? W skali całego świata to wszystko jest ważne - to ciągłe posuwanie się ludzkości naprzód. W skali życia jednego człowieka, takiego jak bohater filmu Lyncha, mogłoby tego w ogóle nie być i w zasadzie nic istotnego by się z tego powodu nie zmieniło. Dla przygniecionych tym do czego doszło na wojnie i jak potoczyły się ich losy dziadków liczy się tylko to, czy dobrze przeżyli swoje życie - tak długie, a jednocześnie zbyt krótkie.

Przechodząc obok szkoły tańca można usłyszeć: "wolny, wolny, szybki, szybki", "wolny, szybki, szybki" itd. Kolejność tych wyrazów oraz częstotliwość ich pojawiania się zależy od tego, jaki taniec jest akurat na warsztacie. Instruktorzy muszą być geniuszami. Dla człowieka czas wydaje się płynąć właśnie tak: "szybki, wolny, wolny", "wolny, wolny, szybki, szybki"...